Sępy Skalne - tom II - Karol May
Największym i najpiękniejszym z nich jest jezioro Yellowstone, po Titikaka najwyżej na ziemi położone jezioro, bo około 2400 m ponad poziomem morza. Pomimo, że woda jeziora jest przesycona siarką, roi się w nim od pstrągów, których mięso posiada bardzo osobliwy, ale przyjemny smak. Otaczające lasy obfitują w łosie i niedźwiedzie. Brzegi usiane są niezliczonym mnóstwem gorących źródeł, z których para
wydziela się ze świstem podobnym do dźwięku jaki wydaje lokomotywa. Przybysz o lękliwym usposobieniu pragnie się od razu wycofać. Niespokojne siły podziemne występują na powierzchnię. Na tym gruncie nie można się czuć pewnie. Wydaje się, że cały obszar albo za parę chwil zapadnie się w przepaść, albo jako gigantyczny, ziejący ogniem krater wyleci ponad wierzchołki Rocky Mountains. Tak mniej więcej wygląda część Parku Narodowego Yellowstone, do którego zbliżał się Winnetou i Old Shatterhand wraz z oddziałem Szoszonów i Upsaroków. Tam, gdzie z jeziora wypływa Yellowstone River i gdzie brzeg tej rzeki ciągnie się na południowy zachód do Bridge Creek, płonęło kilka ognisk. Rozpalono je, nie po to aby ugotować wieczerzę, ale by oświetlić teren. Pstrągi łokciowej długości, schwytane w zimnej wodzie, można było ugotować w wodzie gorącej, która pieniła się w odległości kilku kroków. Sas ogromnie chełpił się tym, że po obiedzie zastrzelił dziką owcę. A więc wieczerza składała się z ugotowanego owczego mięsa i pstrągów. Gorące źródło było tak małej objętości, że doskonale nadawało się do roli garnka, a woda miała potem świetny smak rosołu. Oddział przeprawił się przez rzekę Pelikan i Yellowstone i nazajutrz rano zamierzał udać się poprzez Bridge Creek do rzeki Kraterów. Tam tryskał gejzer zwany przez Indian K'untui-temba - Paszcza Piekła, a w pobliżu stał grobowiec wodza. Jazda odbyła się z nieoczekiwaną szybkością. Jeźdźcy dojeżdżali do celu, a do pełni księżyca zostały jeszcze trzy dni. Old Shatterhand przypuszczał, że Siuksowie Ogalalla nie mogli jeszcze dotrzeć na miejsce. Powiedział w toku rozmowy: - Co najwyżej mogli dojechać do Botties Rangę, a więc jesteśmy tutaj bezpieczni. Niech ognisko płonie dopóki księżyc nie wyłoni się zza gór. Nie możemy się spodziewać innych ludzi poza Siuksami. Nie ma się czego obawiać. - A jaka jest droga z Botties Rangę, sir? - zapytał Marcin Baumann. - Słyszałem, że jest bardzo niebezpieczna. - Tego nie mogę powiedzieć. Oczywiście, należy omijać gejzery, gdzie skorupa ziemska jest bardzo cienka i łatwo może się zapaść pod nogami. Jedzie się z Botties Rangę do doliny rzecznej i wymija wulkany. Po czterech czy pięciu godzinach dociera się do kanionu długiego na pół mili i głębokiego na trzysta metrów, wydrążonego w granicie. Po następnych
pięciu godzinach dojeżdża się do góry, z wierzchołka której biegną dwie równoległe ściany skalne. Górę nazywają Czarcią Ślizgawką. Po trzech następnych godzinach, dotarłszy do Gardiner River, jedzie się jej brzegami, gdyż wzdłuż Yellowstone River nie można się dalej posuwać. Następnie szlak wiedzie wzdłuż gór Washburne i Cascade Creek. Zatoka ta prowadzi do Yellowstone między górnym a dolnym wodospadem. W ten sposób trafia się na brzeg Wielkiego Kanionu, który stanowi chyba największą osobliwość obszarów Yellowstone. - Jaka to osobliwość? Czy pan ją widział? - zapytał Gruby Jemmy. - Tak.Kanion jest długi na ponad siedem mil i głęboki na tysiąc metrów. Ściany wznoszą się prawie pionowo. Tylko człowiek o silnych nerwach może się odważyć stanąć nad brzegiem i zajrzeć do przepaści, na której dnie płynie rzeka szeroka na sześćdziesiąt metrów. Oglądana z góry wydaje się cieniutką nitką. A właśnie ta niteczka przed wielu tysiącami lat wydrążyła kanion w skale. Na dole fale rozbijają się z ogromną siłą o skalne ściany; na górze jednak nie słychać prawie nic. Żaden śmiałek nie może zejść na dół, a nawet jeśli zejdzie, to niedługo wytrzyma. Zabraknie mu powietrza. Woda jest gorąca, wygląda jak oliwa, posiada wstrętny smak siarki i ałunu, i bardzo nieprzyjemny zapach. Idąc naprzód dochodzi się do dolnego wodospadu, który spada z przeszło stumetrowej wysokości. Po kwadransie znów wodospad zlewa się z trzydziestometrowej wysokości. Na przebycie drogi od tego górnego wodospadu do nas, dobry jeździec potrzebuje dziewięciu godzin. Razem więc od Botties Rangę trzeba dwóch dni drogi, o które wyprzedziliśmy Siuksów Ogallalla. Oczywiście nie są to dokładne obliczenia, ale przecież nie chodzi o kilka godzin mniej lub więcej. Wystarczy stwierdzić, że nasi wrogowie nie mogą tu jeszcze być. - A gdzie będą jutro o tej porze? - zapytał Marcin Baumann. - Nad górnym wylotem kanionu. A dlaczego pan pyta? - Bez szczególnego powodu. Rozumie pan chyba, że w duchu towarzyszę ojcu. Kto wie, czy jeszcze żyje. - Jestem tego pewny. - Siuksowie mogli go zabić. - Niech pan sobie nie zaprząta głowy podobnymi myślami! Ogallalla chcą sprowadzić jeńców do grobowca wodza. Niech pan ufa, że nie zmienią zamiaru. Im później zabija się jeńców, tym dłużej trwają katusze. Ogallalla ani myślą skracać ich męczarni szybką